Ech życie…

… życie ech…

Moi drodzy Czytelnicy, zapewne zauważyliście, że od marca tego roku (2018) znacząco spadła liczba moich wpisów na blogu. Od marca bowiem, siły czarnej strony mocy nie przestają w próbach rozłożenia mnie na łopatki. Atakując wciąż i wciąż kolejnymi chorobami i problemami wysłały mnie w daleką, trudną podróż, nie podając stacji docelowej. I co gorsza, jak na razie nie mam biletu powrotnego.

Złożony wieloma boleściami, pełen lęku i niepewności co do przyszłości, nie jestem w stanie fizycznie ani psychicznie skupić się na tworzeniu kolejnych wpisów na blogu. Trudno zebrać myśli, skupić się na przekazaniu Wam w sposób jasny i miły treści którymi chcę się podzielić. Zewsząd otacza mnie szarość, lepka wilgoć, chłodny wiatr i bezkresna samotność. Uporczywie szukam sposobów by poradzić sobie z zalewem problemów (czemu to zawsze musi być liczba mnoga?), sposobów na pokonanie bólu, sposobów na wyleczenie ciała i duszy…

Robię co mogę by powrócić, zaglądajcie więc tu czasami, proszę… Mam nadzieję, że za którymś razem będę na Was czekał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.